Jak zostać batermistrzem

Zakładam swoje bat-spodnie (nie od baterii tym razem;   to logiczne, że kiedy idzie się kupić sukienkę w kwiatki, to zamiast niej wraca się ze spodniami w nietoperze, nie?) i piszę.

Co do kwestii w tytule – batermistrzem najlepiej zostać w następujący sposób:

1).  poszukiwanie nowej pracy rozpocząć pod koniec listopada (to także świetna pora na urodziny – oszczędza się na prezentach, bo już blisko Mikołaj, a jak jeszcze niedługo są imieniny – voila! Jeden prezent z trzech okazji),

2). po przedłużających się poszukiwaniach i nabawieniu lekkiej depresji zatrudnić się w pierwszym lepszym miejscu, w którym pensja wynosi chociaż trochę więcej niż koszty dojazdu do owego miejsca,

3). popracować w owym miejscu trzy miesiące żeby dokładnie upewnić się, że trzeba stamtąd jak najszybciej uciekać, gdzie pieprz rośnie (albo gdzie cokolwiek rośnie – tak, do tego stopnia!),

4).  mieć kolegę, który poszukuje zmiennika do swojej nowej pracy – z pewnych powodów (patrz punkt 3) nie zawahać się ani chwili przyjmując propozycję, niezależnie od tego na jakie stanowisko jest wakat,

5). musi to być akurat stanowisko batermistrza.

Jak widać nie takie to trudne ;).

Jako że nie dla wszystkich może być jasne, kim jest i czym zajmuje się batermistrz, to kilka słów wyjaśnienia.

Otóż „batermistrz” jest to najniższa forma „zegarmistrza”. Patrząc optymistycznie i ambitnie – pierwszy stopień na długich schodach do zostania zegarmistrzem. A nazwa powstała od połączenia „baterii” (i pracowników punktów wymiany baterii, zwanych inaczej bateryjkarzami),  i „mistrza”.

Co prawda jest w tym pewna nieścisłość, gdyż to, co przyjęło się potocznie nazywać baterią, tak naprawdę jest ogniwem. A bateria to:  „<fr. batterie> zespół jednakowych urządzeń, źródeł energii itp., połączonych w jednolity układ, działający jako całość, np. b. kotłów, pieców koksowniczych, ogniw elektrycznych”

a jeszcze wcześniej pojawia się jako hasło związane z wojskowością: „a) artyleryjski pododdział ogniowy i taktyczny, złożony z plutonów uzbrojonych w działa jednego kalibru.

b) zgrupowanie dział pod jednym dowództwem i na jednym stanowisku dla wykonania określonego zadania bojowego.”   /Słownik wyrazów obcych PWN/.

Ale że „ogniwomistrz” brzmiałby dziwnie, to został „batermistrz”.

Poza tym chyba nikt nie przychodzi i nie mówi:

– poproszę o nowe ogniwo do tego zegarka (chyba że chodzi o dołożenie ogniwa w celu przedłużenia bransolety – jeśli jednak klient nie przynosi ze sobą elementów do posiadanej już bransolety, należy zbyć go pustym śmiechem).

 

Swoją drogą to niesamowite, jak wiele zmieniło się w dziedzinie zegarmistrzostwa w stosunkowo krótkim czasie. Przecież jeszcze pokolenie zegarmistrzów w hmm… średnim wieku (bo nie chodzi o statecznych panów o siwych włosach, z brodami do pasa – którzy mają o tyle dobrze, że pewnie mało kto zadaje im pytania typu „a na pewno pan/pani nie zepsuje tego zegarka?”) w ogóle nie uczyło się w szkole o zegarkach kwarcowych! Dopiero potem, już w czasie pracy w zawodzie musieli odnaleźć się także w dziedzinie batermistrzostwa. A same baterie zmieniły się niepomiernie. Dawniej (nie, wcale nie w epoce kamienia łupanego, tylko choćby w latach 70. – 80. XX wieku) ponoć do zegarka kwarcowego trzeba było nosić przy sobie całą walizkę baterii, gdyż tak szybko się wyczerpywały (zapewne z jednej strony była to kwestia dużego poboru prądu przez mechanizm, a z drugiej strony małej pojemności baterii). Ciekawe, czy wtedy ktoś wyobrażał sobie, że bateria będzie przeciętnie wystarczała na dwa lata funkcjonowania mechanizmu, albo że powstaną Casio z dziesięcioletnią gwarancją na baterię…

 

 

Może Ci się również spodoba