Pułapka na batermistrza

I to niejedna, oj niejedna.
I nie tylko na batermistrza, ale i zegarmistrza.
Pułapka może być zastawiona przez klienta (świadomie lub nieświadomie) lub, co gorsza, przez samego siebie.

Przede wszystkim przy zegarkach nie powinno się spieszyć. Niestety domeną naszych czasów (przynajmniej w tej części świata) jest ciągła niecierpliwość i przekonanie, że z naprawą zegarka to jak w supermarkecie – wezmę z półki i jest.

Nieważne, czy pośpiech wynika z nawału pracy, czy z powodu presji wywieranej przez klienta. To właśnie w takich sytuacjach, podczas wykonywania rutynowych, najprostszych czynności nagle wszystko wypada z rąk, teleskopy i wskazówki akurat ten moment wybierają na lot w kosmos, śrubki chowają się 3 metry dalej niż zazwyczaj i śrubokręt ląduje w palcu, a krew sika strumieniami.

Trzeba uważać i brać pod uwagę złośliwość rzeczy martwych, które psują się akurat wtedy, kiedy znajdą się w naszych rękach, czasem naprawdę bez konkretnej przyczyny. Niektóre po prostu ze zużycia, inne na skutek wcześniejszych uszkodzeń itd. Weźmy na przykład zegarki w plastikowych kopertach. Przyjdzie klient „tylko” wymienić pasek, a tu pyk! Urywa się ucho koperty, i paska nie ma do czego przymocować. Plastik ma to do siebie, że się starzeje, staje się z wiekiem kruchy. Ale kto to wytłumaczy klientowi tak, żeby zrozumiał i nie miał przekonania, że to my złośliwie lub z braku umiejętności zepsuliśmy?

„Skoro zegarek bez problemu się otworzył, to powinien bez problemu się zamknąć”, czyli fałszywe przekonania i złe wnioskowanie ze strony klientów (wspomniane już kiedyś heurystyki).
Po pierwsze, czasem wcale nie bez problemu się otworzył, po drugie – jeśli zegarek wcześniej był zamykany fabrycznie, i to jego pierwsze otwarcie, to problemy z zamknięciem mogą wynikać z różnych powodów.
Kto męczył się kiedyś z deklami „na wcisk” w zegarkach marki Timex, Fossil czy innych, będzie wiedział, co mam na myśli… Tak się składa, że pospolity batermistrz rzadko ma pod ręką praskę o nacisku tony (czy jakiej tam w fabrykach używają), i choćby nie wiem jak się starał, to na swojej prasce dekla nie zamknie, bo blacha „odbija”. Wtedy trzeba uciec się do innych sposobów, które czasem wyglądają na drastyczne, a problemy zaczynają się wtedy, kiedy klient stoi nad głową i patrzy tylko, do czego mógłby się przyczepić.

Hitem była sytuacja, kiedy klientka zaczęła wyciągać mi instrukcję obsługi swojego zegarka, w czasie gdy pracowałam nad jego zamknięciem – tak, to był dekiel na wcisk, instrukcja na pewno bardzo by pomogła…

Skoro już jesteśmy przy temacie dekli – kolejna pułapka: projektanci zegarków. I moje ulubione atrapy zakręcanych dekli. Nieraz zdarzyło się, że przychodził klient odesłany z innego punktu, „bo tam pan powiedział, że nie ma do tego odpowiedniego klucza”. Mój szeroki uśmiech i zdziwienie klienta, kiedy „tym specjalnym kluczem” okazuje się nożyk do podważania ;).

Chociaż przyznać muszę, że sama dałam się kiedyś nabrać na taką właśnie atrapę, ale to przez kolejną pułapkę – kierowanie się sugestiami klienta.
A mianowicie klient powiedział, że był już u jednego zegarmistrza, który mu ten dekiel dodatkowo dokręcił. A przynajmniej zegarmistrz tak twierdził. Po kilku nieudanych próbach otworzenia tak mocno dokręconego dekla w końcu okazało się, co jest nie tak – odkręcanie dekla niewiele pomoże, bo trzeba go podważyć… Ech, ci przebiegli projektanci.

Nie mówiąc o wielu innych sytuacjach, kiedy klienci udzielają fałszywych informacji, które utrudniają diagnozę zegarka. Dlatego czasem lepiej przyjąć założenie dr. House’a że wszyscy kłamią, i spojrzeć na problem świeżym okiem.

Może Ci się również spodoba