Wielka improwizacja

Tak, improwizacja – to moim zdanie jest najpiękniejsze w zawodzie zegarmistrza.
Nie praca w wielkim zakładzie czy renomowanym serwisie danej marki, gdzie – o ironio!- człowiek staje się tylko jednym z wielu trybików, produkującym czy serwisującym trybiki.
Zegarmistrz to zawód nie dość, że interdyscyplinarny, to jeszcze polegający na kontaktach z ludźmi. To praca i manualna, i umysłowa; wymaga znajomości mechaniki, materiałoznawstwa; trzeba być i trochę jubilerem, i kaletnikiem, elektronikiem i stolarzem, szklarzem i historykiem. Łatwiej, kiedy posiada się też umiejętności psychologa i detektywa, a czasem nawet… jasnowidza, wraz ze zdolnością do czytania w myślach.

Wygląda na to, że zegarmistrzostwo idzie coraz bardziej w stronę pracy w wyspecjalizowanych serwisach danej marki – a czy o to powinno w tym chodzić? O to, żeby stać się bezdusznym serwisantem, do którego odsyłają kolejne zegarki, bez spotkania z drugim człowiekiem? Na drogich naprawach, wymianach kolejnych części na oryginalne, na zamówieniu koniecznie oryginalnego paska, bo inny do danego modelu zegarka nie pasuje?
Cała sztuka w tym, by rozwiązanie problemu dopasować do klienta – dowiedzieć się, czy naprawa mieści się w jego możliwościach finansowych, czy mu się spieszy, czy może poczekać dłużej. Zrobić wywiad z właścicielem zegarka, by jak najwięcej dowiedzieć się o jego podopiecznym – przecież zegarek sam nie powie, gdzie go „boli”, jak był traktowany, a takie informacje ułatwiają i przyspieszają dochodzenie (wystarczy wyobrazić sobie pracę weterynarza, który byłby pozbawiony dopływu informacji od właścicieli leczonych przez niego zwierząt).

improwizacja

Większą satysfakcję sprawia naprawa z wykorzystaniem dostępnych – często ograniczonych – części i narzędzi, niż zamawianie i czekanie (i płacenie!) na części nowe. Większą radość sprawia odratowanie starego mechanizmu, za pomocą przeszczepów i adaptacji, niż sprowadzenie nowego. Bardziej cieszy diagnoza i naprawa zegarka, niż wymiana klientowi na nowy egzemplarz – bo poprzedni „był zepsuty”. Nawet jeśli problem dałoby się łatwo rozwiązać, ale to rozwiązanie przekracza budżet klienta – jedynym ratunkiem pozostaje kombinowanie i improwizacja (a jak mówi powszechnie znane prawo – i tak prowizorki działają najdłużej 😉 ). Nie odsyłanie ludzi z kwitkiem, a chęć pomocy.

Zresztą – bardzo często wcale nie chodzi o zegarek, tylko właśnie o spotkanie, rozmowę. A czas i jego pomiary są do tych rozmów dobrym punktem wyjścia, pretekstem :).

Może Ci się również spodoba