Czego nie wymyśliliby najstarsi Indianie, a projektantom zegarków się udało

Czyli kilka słów o (moim zdaniem) najbardziej kuriozalnych rozwiązaniach, jakie zdarzyło mi się widzieć we wnętrzach zegarków (na rysunku akurat zewnętrza, ale to żeby łatwiej było sobie to wyobrazić 😉 ).

Gdybym miała stworzyć ranking, na miejscu drugim wylądowałby zegarek składający się z głównej tarczy – ze wskazówkami godzinową i minutową oraz z tarczy bocznej sekundowej. Idea szczytna, gdyby nie to, że tarczami tymi zawiadują… dwa osobne mechanizmy, w ogóle ze sobą nieskoordynowane.

mech

Na miejscu pierwszym ex aequo:
– duży zegarek, z czterema tarczami (a dokładniej: z trzema tarczami i jednym wyświetlaczem elektronicznym); tak jak można podejrzewać, we wnętrzu znajdziemy cztery osobne mechanizmy, nijak mające się do siebie, zasilane – a jakże! – czterema bateriami. Mój ulubiony moment – mina właściciela tego modelu (lub pochodnych) czasomierza, kiedy dowiaduje się, ile musi zapłacić, by mieć w pełni sprawny zegarek. Skoro pofatygowałam się i stworzyłam już rysunek poglądowy, to miłosiernie nie podam marek opisanych dotąd zegarków;

– zegarek mniejszy, co nie znaczy, że w środku znajdziemy mniejszy absurd, wręcz przeciwnie: tutaj co prawda zaledwie dwie tarczki, jedna ze wskazówkami godzinową i minutową, i druga pokazująca upływające sekundy. I znowu nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że za główną tarczę odpowiedzialny jest mechanizm kwarcowy, zaś wskazówkę sekundową porusza kawałek mechanizmu automatycznego. Jak we wcześniejszych przykładach – oczywiście nie mających ze sobą nic wspólnego, poza upchnięciem w kopercie jednego zegarka. Pracujące „serduszko” (balans) wygląda efektownie, ale czy ten efekt jest wart takich absurdów?

fossil twist1 fossil twist2

Może Ci się również spodoba