Trybologia i kombinatoryka

Tym razem słowa w tytule zastosowane w znaczeniu potocznym: od trybienia i kombinowania.
Parę słów o początkowych trudnościach w pracy, największych wpadkach, ale też i radościach ;).

Trudności bywają rozmaite, poczynając od braku wykształcenia technicznego czy rzemieślniczego, kończąc na sprawach, których się nigdy wcześniej nie brało pod uwagę.
Wykształcenie można do pewnego momentu nadrabiać „drygiem”, zdolnościami manualnymi i wypracowaniem metody rozwiązywania problemów – byleby nie panikować, nie ulegać presji i myśleć logicznie (a czasem nielogicznie, ale potrafić wczuć się w dany model zegarka i dojść do tego, co projektant/producent miał na myśli).

Do drugiej kategorii zaliczają się takie kwestie, jak choćby… trzymanie lupy.
Nie takiej – to byłoby zbyt proste:OLYMPUS DIGITAL CAMERA

poza tym po co wydawać więcej kasy na sprzęt , skoro wystarczy taka (choćby od Chińczyka z targu):
lupka 1

lupka naoczna

Jeszcze żeby dobrać i znaleźć odpowiednią dla siebie lupkę – o właściwej średnicy i stopniu powiększenia – trochę czasu zajmuje. A trzymanie jej „okiem”, zwłaszcza przy dużym nachyleniu, żeby nie wypadła i nie trafiła w naprawiany akurat mechanizm…

W kwestii śrubek, sekundników i tym podobnych elementów, bardzo przydaje się umiejętność szybkiego ich odnajdywania, znajomość przynajmniej kilku modlitw do św. Antoniego, a także przyjęcie zasady, że zgubiony element wyląduje oczywiście tam, gdzie najmniej się go spodziewamy i gdzie nie miał szans dolecieć/doturlać się. Kto by pomyślał, że przydadzą się tu zdolności wypracowane w dzieciństwie – a mianowicie namierzanie słodyczy schowanych przez rodziców (a było to namierzanie na czas – tak, żeby zdążyć je znaleźć zanim zrobi to rodzeństwo).

Osobna kwestia to dobre narzędzia – odpowiednie pęsety, wybijaki które nie polegną w starciu z pierwszą lepszą bransoletą, kostka – czasem przydałaby się metalowa a nie plastikowa; imadło – fajnie by było, żeby równo dociskało krawędzie, ale po co, skoro z krzywym jest zabawniej; wkrętaki, których krawędzie tępią się zadziwiająco szybko, a jakoś bez problemu lądują głęboko w palcu….
martwica mózgu
(przepraszam za drastyczny obrazek, ale film, z którego on pochodzi widocznie zrył mi psychikę tak bardzo, że przypomniał mi się mimo upływu wielu lat od obejrzenia ;)).

Wtopy i rekordy
Na przykład rekord w kategorii skracanie bransolety – w jednym przypadku zajęło mi to 1,5 godziny! I wcale nie dlatego, że nie wiedziałam jak to zrobić; bransoleta nie należała do tych najlepiej wykonanych (delikatnie mówiąc), ale z drugiej strony wtedy jeszcze był to brak wprawy i sposobów na radzenie sobie z ciężkimi przypadkami.

Kolejny rekord – tym razem w kategorii zamykania zegarka. Pewnego pięknego dnia, i to po dobrych dwóch miesiącach pracy, trafiłam na dwa przypadki – jeden po drugim, ta sama marka! – zegarków, które uparcie nie chciały się zamknąć. Męczyłam się chyba z pół godziny, klienci przebierali nogami mocno zniecieprliwieni, więc postanowiłam zadzwonić po pomoc.
Z., kiedy dopytał co to za marka, to stwierdził, żeby klientów poprosić ładnie o odebranie zegarków kiedy indziej, a on zaprezentuje mi tajny sposób na radzenie sobie z upierdliwymi deklami na wcisk, jeśli akurat (co za pech!) nie mam pod ręką praski o nacisku kilku ton.
Sposób, po którego prezentacji kolega doradził, byśmy stworzyli sobie następującą regułkę:
„Przyjmując zegarek do wymiany baterii jesteśmy zmuszeni poinformować panią/pana że przy jej wymianie mogą zostać użyte różne środki, mogące wyglądać na drastyczne”.

Największa wtopa: pierwszego dnia samodzielnej pracy na stanowisku trafił mi się nietypowy zegarek. Żeby go otworzyć w celu wymiany baterii, trzeba było najpierw wyciągnąć wałek (element wewnątrz mechanizmu – do włączania i wyłączania, przestawiania wskazówek itd., którym zawiaduje „to pokrętło”, czyli koronka).
Przy udziale jeszcze jednej osoby (wezwanej na pomoc), kiedy wydawało się już, że wszystko pójdzie dobrze – wałek wylądował nie z tej strony mechanizmu co trzeba, potem nastąpiła dalsza panika, pęknięty wałek, coraz większa panika…. Ogólna katastrofa, bieganie po zegarmistrzach, dwa dni maksymalnego stresu, konieczność przyznania się szefowi do swojego „dzieła” itd….

Ludzie
Nie bez znaczenia jest tu umiejętność radzenia sobie z ludźmi i wywieraną przez nich presją, albo uprzedzanie problemów – typu tekstów klienta „Pani, ale mi się spieszy, za chwilę mam pociąg, mieszkam 100/200/300 km stąd i więcej tu nie wrócę” w sytuacji, kiedy mamy przed sobą na stole jego wybebeszony zegarek.
Już się trochę uodporniłam, ale początkowo bardzo mocno odczuwałam działanie tzw.Efektu Pigmaliona (co uświadomiłam sobie oczywiście dużo później). Po raz pierwszy spotkałam się z tym pojęciem w kontekście treningu sportowego – trenerów i zawodników, ale jak widać ujawnia się to również w wielu innych dziedzinach życia (krótkie wyjaśnienie – jak zwykle niezawodna Ciocia Wikipedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Pigmaliona).

Oczywiście nie działało to do tego stopnia, że w sytuacji, kiedy ktoś zakładał, że mi się nie uda, to się nie udawało, ale o wiele przyjemniej i szybciej wykonuje się daną usługę, jeśli klient nie wyraża na wstępie wątpliwości co do naszych umiejętności i nie patrzy na ręce wypatrując najmniejszego błędu (którego się w każdym momencie i w każdym naszym ruchu spodziewa).

Małe radości
Czyli samodzielne znajdowanie rozwiązań.
Komuś, kto był odpowiednio przeszkolony, albo ma na kartce rozpisany cały arsenał sposobów radzenia sobie z danym problemem i może wybrać odpowiedni w ciągu minuty być może wyda się żałosne ślęczenie przez pół godziny, godzinę czy dłużej nad rozwiązaniem, ale – kiedy dojdziemy do tego sami to po pierwsze o wiele bardziej to cieszy, po drugie lepiej je zapamiętujemy, a po trzecie – łatwiej i szybciej przychodzi potem rozwiązywanie innych, niestandardowych problemów.

Różnorodność zegarków i zastosowanych w nich rozwiązań – nawet w obrębie jednej firmy! – jest tak wielka, że nie da się wcześniej tego przećwiczyć i przygotować, każdego dnia może się trafić i tak co innego.
Dlatego jeśli kiedyś natkniecie się na biednego batermistrza, a po przedstawieniu mu waszej sprawy będzie miał śmierć w oczach, okażcie mu trochę miłosierdzia – być może jest to jego pierwszy dzień w pracy.
A okazji do trybienia i kombinowania w tej dziedzinie naprawdę nie brakuje 🙂

Może Ci się również spodoba