Supermoce

Poza standardowymi supermocami potrzebnymi w pracy z klientem (niezależnie od branży), w pracy nawet średnio wykwalifikowanego batermistrza przydaje się kilka umiejętności dodatkowych.

O takich standardach jak cierpliwość i umiejętność skupienia chyba nie muszę wspominać.

O szybkim myśleniu i kombinowaniu już pisałam – rozmaitość modeli zegarków i stosowanych w nich rozwiązań to wymusza, bo to trochę tak, jakby mechanik samochodowy musiałby znać się na wszystkich samochodach; a mechanicy mają o tyle lepiej, że nie ma podróbek samochodów (zwanych ładnie „kopiami” lub „replikami”), których wytwórcy posiadają  niezłą fantazję.

Przydaje się umiejętność czytania w myślach, najlepiej z funkcją odbioru obrazów – poczynając już od sytuacji, kiedy klient dzwoni zapytać o swój zegarek lub przychodzi osobiście go odebrać, mówiąc „przyszedłem (pół biedy, że nie „przyszłem”) odebrać zegarek”.
I tyle.

orly

Podobnie w temacie wyśledzenia, co klient ma na myśli, opisując problem z zegarkiem – bo nagle wszystkie jego elementy kryją się pod nazwą „ten bolec”, „tamten szpindel”, „to pokrętło”, „ten dzyndzel”, „siamten wihajster”. Ale to i tak o niebo lepiej, niż „to coś”. Oczywiście zawsze muszę wiedzieć od razu, o które „coś” chodzi. Język nierozerwalnie wiąże się ze sposobem naszego myślenia, a znajomość słownictwa, choćby podstawowej terminologii, umożliwia precyzyjne sformułowanie i wyartykułowanie tego, co się ma w głowie, komunikację z innymi ludźmi. Co by było, gdyby nie powstała mowa, język? Żeby sobie to wyobrazić, wystarczy na przykład spróbować wyrazić swoje myśli  w języku migowym – nie jest to łatwe.  Ale tak swoją drogą miałoby to swoje zalety – zamknąć uszu niestety nie można, aby nie słyszeć czyjegoś bezsensownego „kłapania”, a w przypadku rozmowy w języku migowym wystarczyłoby na kogoś nie patrzeć, odwrócić wzrok. O ile przyjemniej podróżowałoby się wtedy tramwajem czy autobusem… Wracając do tematu, w przypadku zegarków jest to kwestia kilku podstawowych pojęć: koronka, koperta, dekiel. Akcesoria do zegarków: pasek i szlufki (nie szlajfki, klamerki, tasiemki – przecież w paskach do spodni i wszelkich innych również stosuje się szlufki!),  bransoleta, zapięcie, i – chodzi o „ten bolec”, za którego pomocą montuje się pasek/bransoletę do koperty zegarka – teleskop.

I nie, nie wiem, jakiej szerokości teleskopu/paska/czegokolwiek innego klient potrzebuje, jeśli nie ma ze sobą zegarka – naprawdę nie istnieje coś takiego jak jeden standardowy wymiar. A różnice w kolejnych rozmiarach są co 1 mm.

Kiedyś przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, o co chodzi klientowi pytającemu o „epileptyczny zegarek”.

dobromirTak, miał na myśli po prostu tarczę w kształcie elipsy.

A jak wybadać, czy klient mówi prawdę, żeby go nie urazići? Czasem bywa tak, że sami strzelają sobie w kolano, jak klientka, która chciała wymienić baterię w zegarku, a kiedy tylko go wzięłam do ręki, zaczęła opowiadać, że „ja to nigdy nic sama przy zegarkach nie robię, zawsze chodzę do zegarmistrza”. O nic jej nie pytałam, zatem jeden rzut oka do środka – i już wiem, że tym razem pani jednak chciała spróbować w naprawie swoich sił. Ale że uszkodzenia niewielkie, to nie komentuję. Gorzej, jeśli trzeba zmusić klienta, aby przyznał się, co naprawdę się stało jego czasomierzowi. Bo nagle okazuje się, że „a faktycznie, mógł mi lekko upaść” (taaa, po wyglądzie sądząc, to musiał „upaść”  z dziesiątego piętra, i to na chodnik a nie trawnik).

Kolejną supermocą jest dobry słuch – dźwięki są bardzo ważne w pracy z zegarkami. Po pierwsze przy diagnozowaniu pracy mechanizmu zegarka (ale rozbrajają mnie, wręcz rozczulają klienci próbujący usłyszeć, czy ich zegarek „tyka” – w dość hałaśliwym miejscu, przez zamknięty dekiel,  najczęściej jest to zegarek kwarcowy, a już w ogóle najlepiej, jak generator kwarcowy w danym mechanizmie daje impuls nie co 1s, a co 2, 10, 20 czy 60 sekund, a tak często jest z zegarkami, które nie mają sekundnika, więc metoda sprawdzenia słuchem, czy zegarek działa, niekoniecznie jest dobra), a po drugie – przy namierzaniu odskakujących części. Przynajmniej wiadomo, w jakich rejonach ich potem szukać, a wysłyszeć można nawet, jaki element spadł. Owszem, to może i mało profesjonalne, kiedy coś spada, no ale zdarza się, i radary w uszach w takich sytuacjach są pomocne, zwłaszcza kiedy podłoga jest w szaro-buro-czarne, nieregularne wzorki (marzenie o białej podłodze pozostaje póki co niespełnione).

Pomijając inne zależności i uwarunkowania, w takich sytuacjach cieszę się, że nie jesteśmy stworzeniami wodnymi – fale dźwiękowe pod wodą rozchodzą się cztery razy szybciej niż w powietrzu, co utrudnia określenie kierunku, z którego dźwięk nadchodzi.

Rentgen w oczach, trzecia ręka, telepatia, nadludzka siła, stado krasnoludków do pomocy – wszystkie te pomysły są (jak dotąd) nierealne, ale nawet przy tych ograniczeniach, które posiadają nasze zmysły i świat, w którym żyjemy, można wypracować swoje supermoce :).

Może Ci się również spodoba