Słuch nietoperza, wzrok jastrzębia, ale….

czasem lepiej byłoby nie mieć węchu.

Czyli słów kilka o zmysłach w praktyce batermistrzowania ;).

KLIK! Ten dźwięk, kiedy wszystko wskakuje na właściwe miejsce i świat działa jak trzeba…

Każde środowisko, każda działalność, wreszcie każdy człowiek ma swoje znajome, charakterystyczne doznania. Przykładowo we wspinaczce – podzwanianie sprzętem (podobno stąd nazwa „Pokutnicy” – bo obijające się o siebie haki i inny sprzęt wydawały dźwięki kojarzące się z łańcuchami pokutujących 😉 ), zapach magnezji i rozgrzanej skały, szelest i wizg liny, okrzyki „czujnie!” i „blok!”.

Analogicznie wygląda to po jakimś czasie pracy z zegarkami – bo liczą się tu nie tylko dobre oczy.
Słuch przydaje się zarówno do diagnozowania mechanizmów, jak i do namierzania odlatujących i odskakujących części (cóż, zdarza się nawet najlepszym, a co dopiero batermistrzowi 😉 ). Trzymany w dłoni mechaniczny zegarek to jak żywe stworzenie – co prawda malutkie, jak kanarek albo wróbelek, ale… w jakiś sposób żywy. Mający swoją historię, problemy, dzielący losy właściciela. I to nie tylko moje wrażenia – może trochę przydługi, ale dobrze oddający to fragment z „Instytutu regulacji zegarów” A. H. Tanpinara:

„Poza tym do tego dosyć skomplikowanego systemu dodaliśmy jeszcze różne opłaty za zegary, które się spieszą i spóźniają. Wszyscy wiedzą, że każdy zegarek albo się spieszy, albo spóźnia. Trzeciego wyjścia nie ma. To taka ogólna zasada o niemożliwości synchronizacji, no chyba że czas by się zatrzymał. Ale tu chodzi o coś więcej. Moje teoria jest taka: ponieważ człowiek został stworzony, by panować nad światem, przedmioty muszą się do niego dopasować. (…). Tak samo jest z zegarami. Chcą czy nie, muszą zmieniać tempo tykania zależnie od temperamentu, cierpliwości lub popędliwości, sytuacji domowej, poglądów politycznych i religijności swojego właściciela. (…).

zegar pib
Najbardziej zaufany przyjaciel swojego pana, doskonale znający puls swego właściciela, jeśli akurat jest zegarkiem na rękę. Dzielący wszystkie radości i troski, ogrzewany jego ciepłem, jednoczący się z całym organizmem, jeśli jest „cebulą” noszoną na piersi, i oczywiście zegary stojące na biurkach, spędzające z nami ten czas, który nazywamy dniem – one również, czy chcą tego, czy nie, dopasowują się do swojego właściciela, zaczynają żyć i myśleć tak jak on.

Nie wdając się w szczegóły, powiedzmy sobie tylko, że zjawisko utożsamiania się z ludźmi występuje wśród wszystkich przedmiotów, chociaż zegarki są najbardziej wrażliwe. Czy nasze czapki, buty i całe ubranie nie stają się częścią nas samych? Czy to nie dlatego tak często chcemy je zmieniać? Człowiek, który zakłada ubranie po raz pierwszy, wygląda trochę tak, jakby nie był sobą: jakby czuł potrzebę, żeby popatrzeć na siebie z oddali, tak by mógł radośnie oświadczyć: „Już jestem kimś innym!”.”

 

I właśnie od tego zależy też praca z zegarkami – jest ona bardziej lub mniej przyjemna w zależności od jakości jego wykonania i od tego, czyim jest podopiecznym.  To, jak brzmi, jak się z nim pracuje – to trochę tak jak poziom kultury i dobre wychowanie u człowieka. A wbrew pozorom także zegarki kwarcowe, uznawane za bezduszne, mają swoje humorki i niestandardowe zachowania.

Wracając do zmysłów – słuch pozwala wychwycić nieprawidłowości w pracy zegarka, takie jak kulawy chód, zbyt mocne tarcie na łożyskach (słyszalne po wyjęciu balansu i kotwiczki), tarcie wskazówek o tarczę (nie zawsze widoczne, bo dzieje się to np. w jednym miejscu tarczy i nie jest na tyle mocne, żeby zauważyć to tylko za pomocą wzroku); w przypadku zegarków kwarcowych już po samym tykaniu można ocenić jakość mechanizmu, czy trybiki i łożyska są plastikowe, czy z lepszych materiałów; w przypadku mechanizmów kwarcowych (tych bardziej rozbudowanych) słuch też po prostu usprawnia pracę, bo nie trzeba zegarka odwracać na stronę tarczy żeby zobaczyć, czy się zresetował ;).

Są też dźwięki przyprawiające o zawał – oprócz tych najbardziej drastycznych, czyli zgubionej części rozjeżdżanej kółkami krzesła obrotowego, na którym akurat siedzimy, czy wkrętaka wyjeżdżającego z łebka śrubki – najwięcej wrażeń dostarcza praska. Czasem dźwięk zamykanego zegarka jest taki, że nie wiadomo, czy to dekiel dobrze zaskoczył, czy pękła szybka… Po tych dźwiękach też można rozróżnić jakość wykonania zegarka: czy dekiel jest zrobiony z „chamskiej” blachy i odbija, czy ładnie wskakuje na miejsce, jeśli tylko rozpozna się jego potrzeby i dobierze odpowiednie końcówki praski. Zegarki brzmią też inaczej w zależności od tego, z czego wykonane są końcówki praski – tzn. czy są metalowe, czy plastikowe albo silikonowe. Dużo bardziej niepokojące są te plastikowe – bo prawie za każdym razem wydaje się, że to jednak „poszło” szkiełko ;). Ale i tak najbardziej podejrzane są zegarki, które niby w końcu ładnie się udało zamknąć na prasce, ale bez tego charakterystycznego „klik!” – nie ufam im i zawsze dokładnie oglądam, czy aby na pewno są zamknięte.

wzrok
Węch – zapach benzyny ekstraktycjnej chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z „praniem” zegarków. Do tego specjalistyczne kleje, mniej lub bardziej przyjemne, smary, oliwki. I wreszcie te zapachy, na które nie mam wpływu. Kiedyś bardzo zaskoczył mnie widok znajomego zegarmistrza, który po wyjściu klientki (eleganckiej kobiety) wziął zegarek przez nią pozostawiony i… przystawił do nosa. Pierwszą myślą było oczywiście „zwariował czy co?”, ale chwilę później zrozumiałam i sama poczułam – zapach naprawdę ładnych perfum, którymi przesiąknięty był pasek zegarka :). Niestety, jak to w życiu bywa, rzeczywistość bywa zgoła inna (w kręgu znajomych nazywamy to „efektem mokrej szmaty”).

szmatka

Dlaczego? Ano dlatego, że najczęściej ludzie zapominają o tym, że zegarmistrz to taki lekarz dla zegarków, i nawet jeśli na co dzień nie dbają o higienę, to przynajmniej na „wizytę” można by się przygotować… Płonne marzenia. Dlatego zamiast przykładania zegarka do nosa i „sztachania” się jego zapachem częściej pojawiają się marzenia o chwilowym pozbawieniu węchu (chociaż takie marzenia bywają niebezpieczne – jak w mało znanej, ale interesującej „Dziwnej historii” Bolesława Prusa, na której bohatera przez jeden dzień nie działały siły tarcia https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-dziwna-historia.html – jeden dzień, a tyle konsekewncji!), albo kolejna składana sobie obietnica zakupu „nosków” pływackich, albo chociaż klamerki do wieszania prania. No ale oddychać jakoś trzeba… Kto nie zna zapachu przepoconej skóry lub zabrudzonej bransolety, niech lepiej sobie tego nie wyobraża. Dla własnego dobra.

Czucie – dotyk, temperatura, ciężar. Wszystko bardzo potrzebne w tej pracy. Ale o ile trudniejsze jest takie czucie, kiedy pracuje się przy użyciu protez – takich jak pęsety, wkrętaki, lupki (o tym, że nawet samo jej trzymanie nie jest takie łatwe, już kiedyś wspominałam), wybijaki, kombinerki itd. – nie bez powodu każdy ma swoje ulubione narzędzia i posługując się innymi czuje się trochę zagubiony (narzędzia chyba też dopasowują się do właścicieli/głównych użytkowników). Ich koordynacja z ruchami rąk to już naprawdę wyższy poziom – to, co chcemy osiągnąć często różni się od efektu, i trybik zbyt mocno ściśnięty pęsetą wylatuje w podróż na Marsa.
Wbrew pozorom praca przy zegarkach to nie tylko głowa i dłonie – w niektórych przypadkach liczą się też mięśnie, a są sytuacje, w których naprawdę można się spocić, i to wcale nie z nerwów! I niekoniecznie potrzebny jest do tego zegar wieżowy czy chociażby kominkowy, o nie – wystarczy naręczny z zakręcanym deklem i przyciętą uszczelką ;).

Życzyłabym sobie, aby wszystkie trzaski, kliknięcia i niuchnięcia były już zawsze te właściwe :).

Może Ci się również spodoba