Natchnienie… Na tchnienie

Natchnienie…
Kojarzy się z czymś ulotnym, niekontrolowanym. I słusznie – źródłem tego słowa jest grecki wyraz theopneustos. Połączenie pneuma, czyli tchnienie, wiatr oraz theosBóg. Przy okazji została rozwiązana jedna z zagadek z czasów szkolnych – a mianowicie, skąd nazwa „neumy”, i „neumatyczna notacja muzyczna” (używana w średniowieczu do zapisu chorałów gregoriańskich i w muzyce kościołów wschodnich). Okazuje się, że (p)neuma to „nuta końcowa śpiewana aż do utraty tchu”.

Nie tylko śpiewać można do utraty tchu. Zaangażować się w coś w pełni – jest to możliwe według mnie w każdej dziedzinie. Są tylko dziedziny bardziej lub mniej poetyckie, czy bardziej lub mniej podziwiane przez innych.

Podczas lektury cyklu „Achaja” autorstwa Andrzeja Ziemiańskiego rzuca się w oczy pojęcie szermierza natchnionego.
Kto to taki? („Kasztaniaki”, odpowiedzieliby złośliwi, rekrutujący się spośród tych, którzy mieli jeszcze normalne dzieciństwo – to z budowaniem baz i gotowaniem zupek z zielska 😉 ).
Szermierz natchniony to nie tylko – i aż – wybitny szermierz, o dobrym warsztacie i technice, osiągający w tym co robi stan flow – to ktoś więcej.
Jest to stan trudny do wytłumaczenia, czasem wręcz przeczący twardym danym i faktom, sprawiający, że „natchniony” zwycięża z innymi – wydawałoby się nawet lepiej przygotowanymi przeciwnikami.
Ale nie będę się tu wymądrzać, sam autor stwierdził, że chciałby to pojęcie wyjaśnić – być może w osobnej książce (http://www.magiel.waw.pl/2014/12/kultura/ksiazka/jestem-tylko-opowiadaczem-historii/). Bardziej niż postać szermierza natchnionego (zwłaszcza że szermierka od czasu upowszechnienia broni palnej, co tu kryć, nieco straciła na znaczeniu:   Indiana Jones) zaintrygowały mnie inne rodzaje natchnienia.

Natchnionym można być pilotem (Ina w „Pomniku cesarzowej Achai”) czy… obserwatorem.

Obserwator natchniony – brzmi niepozornie, a zarazem groźnie. Kryje niesamowity potencjał.
Obserwator natchniony – posiadający zdolność nie tylko do bezmyślnego odbioru bodźców, ale też ich analizowania. Szczególne predyspozycje do łączenia faktów, przewidywania konsekwencji, poznawania przyczyn, interesowania się motywacjami kierującymi ludźmi. Do zastanawiania się na tym, nad czym nikt się nie zastanawia.

Jak w znanym dowcipie:
„- Mamo, dla­cze­go uci­nasz górę i dół mięsa na pie­czeń? – za­py­ta­ła raz córka.
– Bo tak ro­bi­ła bab­cia – od­par­ła mama.
– Bab­ciu, czemu tak ro­bi­łaś? – drą­ży ­da­lej dziew­czę.
– Bo tak na­uczy­ła mnie moja mama.
A pra­bab­cia, za­py­ta­na o powód ob­ci­na­nia mięsa na pie­czeń, przy­po­mnia­ła sobie:
– A, bo mia­łam taką małą bryt­fan­nę.”

Podstawą leczenia jest diagnoza, a diagnoza to przede wszystkim obserwacja.
Oczywiście, przy założeniu, że:

Creative_Wallpaper_All_lie_Dr_House_022526_

Także przy pracy z zegarkami – liczy się odkrycie pierwotnej przyczyny, a nie tylko doraźne leczenie objawowe. A że zegarki są małe, także przyczyny ich nieprawidłowej pracy mogą być niepozorne, wręcz niezauważalne. Kropelka smaru w odpowiednim miejscu, za to opiłek w nieodpowiednim – może uruchomić lub zatrzymać zegarek. Czasem kluczem do rozwiązania problemu z zegarkiem jest obserwacja jego właściciela – jak w przypadku przytoczonym w jednym z wcześniejszych moich wpisów, dotyczącym posiadacza zegarka automatycznego, czy w innych – skojarzenie reklamacji z powodu zarysowania szafirowego szkła z sygnetem zawierającym dość duży diament na palcu zgłaszającego pretensje… Jeśli zaobserwujesz w tramwaju człowieka próbującego uruchomić swój zegarek metodą „uderz nim mocno o rurkę”, możesz być pewien, że przewrotny los kilka dni później skieruje tegoż nieszczęśnika właśnie do Ciebie – rzecz jasna z tekstem, że „coś się stało z zegarkiem, nie wiadomo co” i „nie, nie pamiętam, by mi upadł lub był narażony na inne wstrząsy”.

Ktoś może zauważyć, że Ci szczególnie „natchnieni”, to często zarazem szczególni nałogowcy – alkohol, narkotyki, mocne środki przeciwbólowe itd. Że to natchnienie przychodzi dzięki temu. Że to nieprzystosowani ludzie, wariaci.
Za to ktoś inny kiedyś powiedział, że być może wariaci to właśnie Ci, którzy dostrzegli prawdę o świecie… Być może działa to w drugą stronę.
Być może wszyscy mieliśmy w dzieciństwie potencjał na stanie się obserwatorami natchnionymi? Może naprawdę nimi byliśmy?
„- Mamo, a dlaczego niebo jest niebieskie?”
„- Dziadku, dlaczego krowa ma cztery dójki, a koza tylko dwa?”
„- Co to jest nieskończoność?”
„- Skąd się bierze wiatr?”
„- Co to jest czas?”
„- Jak się robi prąd?”

A może by tak odkopać choć odrobinę tej dziecinnej ciekawości i fascynacji?
I może by tak nauczyć natchnienie posługiwania się zegarkiem? Jakiś twórca być może by się ucieszył….
(„Słuchaj, Natchnienie, to umawiamy się na 9 rano we wtorek, wpadnij na trzy godzinki, to dokończę pisać rozdział książki / namaluję obraz”.
„W sobotę o 19 mam ważny koncert, tylko się nie spóźnij, masz ode mnie zegarek, Natchnienie!”)

Może Ci się również spodoba